guitar  
 

---------------------------------

Wywiad z Krzysztofem z Lublina, jednym z członków zespołu mnożnik-akcelerator, który nie wiadomo właściwie, co w nim robił.

 

Rozmawia Wiesław Wiess:

Słyszałem wasz ostatni album. Podobał mi się.
Nie żartuj, w życiu nie wydaliśmy żadnego albumu.
..., miałem na myśli wasze ostatnie piosenki...
Hm, chyba nigdy nie nagraliśmy żadnego kawałka.
..., słyszałem na żywo...
W takim razie musiałeś mieć sporo farta. Zespół Mnożnik-Akcelerator jest autorem kilkudziesięciu numerów. Ale tylko jeden czy dwa istnieją naprawdę. Przypominam sobie jeden skończony numer - „3.14 Grzechu w lesie” (znany znany pod zapisem fonetycznym „Pissin’ in the wood”) oraz jakieś przymiarki do utworu „My dark mind”. Z tego jedynie ten pierwszy wykonaliśmy owszem parę razy (na pewno w trakcie koncertu „Rock for Tourists na słoneczniku"). Utwór „My dark mind” został skomponowany, wykonany i zapomniany w trakcie koncertu „Rock Giants” na scenie w Borowicach. To był dobry pomysł na kawałek, ale przepadł, bo nasz gitarzysta miał doła. Bez niego nie daliśmy rady tego pociągnąć.
..., miał doła powiadasz...
Sorry ale nie wyciągniesz mnie na zwierzenia dotyczące moich kolegów z zespołu. Rzygać mi się chce na takich dziennikarzy, którzy zamiast muzyki interesują się tylko tym, kto z kim spał.
Nie uchylisz rąbka tajemnicy?
Powiem ci tylko, że w trakcie trasy w 99’tym plan spania mieliśmy opracowany do perfekcji przez największych specjalistów, którzy jednakże jeszcze w trakcie tourne szlifowali koncepcję (największe kontrowersje wzbudził nagły projekt spania „na krzyż” - to był błysk geniuszu). Ale dość o tym.
Wspomniałeś o działalności koncertowej. Jaki łapiecie kontakt z publicznością?
Przeważnie słaby. Największych przyjaciół spotkaliśmy w Borowicach. Ale przeważnie, zanim złapiemy tę nić porozumienia, zdążą wkroczyć siły porządkowe.
W takim razie musi być ostro na waszych koncertach
Największe dymy zawsze się robią przy utworze „Taki duży, taki mały”.
Z repertuaru Arki Noego?
Tak jest - myślę, że radykalizm tej piosenki nie każdemu pasuje i system usiłuje nas zdławić. Ale to tylko dodaje nam sił. Pamiętam też bardzo brutalną interwencję przy utworze „Mother” zespołu Pink Floyd.
Mówisz, że nie nagrywacie piosenek, ale kiedyś krążyły po sieci wasze utwory.
One nie były nasze. To były interpretacje numerów z opery „Jesus Christ Superstar”. I jak? Podchodziły ci?
No cóż, widać było zaangażowanie...
No właśnie, teraz już nie mamy tego pałera. Wtedy jeszcze mieliśmy wsparcie dwóch wokalistek - Małgośki i Sylwii.
Używacie dość ascetycznego instrumentarium. Czy to świadomy wybór?
Zasada jest jedna - grasz na tym, co udało ci się donieść na miejsce koncertu na własnych plecach. Tak więc rzadko kiedy mamy okazję urozmaicić brzmienie np. o fortepian. Przeważnie na miejsce koncertu trzeba się dostać po przejściu kilkunastu kilometrów, dostać się na tysięczny metr n.p.m. albo na 8 piętro jakiegoś akademika...
Jaką muzykę gracie?

Nie gramy Reagge i bluesa. W bluesie, ja przynajmniej nie rozróżniam numerów jeden od drugiego. No a reagge - sam wiesz, że to muzyka morderców, którzy strzelają do niewinnych ludzi. Dobra, chyba nie ma już o czym gadać.

 

 

  jacek   |   krysia   |  zbyszek   |  mnoznik-akcelerator  |  slub  |  home